Kiedy mówi się o alternatywach dla Windows 10 po październiku 2025, rozmowa zazwyczaj ląduje na Linux Mint albo Ubuntu. ChromeOS Flex rzadko pada w tym kontekście — a dla pewnej grupy użytkowników jest dokładnie tym czego potrzebują.
ChromeOS Flex to wersja systemu operacyjnego Google zaprojektowana do instalacji na zwykłych komputerach z Windowsem. Nie Chromebook — właśnie zwykły laptop lub desktop z procesorem Intel lub AMD. Wymagania są minimalne: 64-bitowy procesor Intel lub AMD, 4 GB RAM i 16 GB przestrzeni dyskowej. Większość komputerów z ostatnich dziesięciu lat te wymagania spełnia. Windows News
Instalacja jest prostsza niż Linux. Pobierasz rozszerzenie Chrome, tworzysz pendrive instalacyjny i restartujesz komputer — bez terminala, bez partycjonowania, bez komendy sudo. Google sprzedaje też gotowe zestawy USB z ChromeOS Flex za około 3 euro dla użytkowników którzy nie chcą się bawić w tworzenie pendrive'a. TechyDen
Co dostajesz? Chromebook bez kupowania Chromebooka. Chrome, Gmail, Google Docs, YouTube, Spotify w przeglądarce, Disney+ — wszystko to działa. System startuje w kilka sekund, jest automatycznie aktualizowany i praktycznie odporny na wirusy.
Co tracisz? Aplikacje Windows nie działają — żadnego Photoshopa, żadnego Office lokalnie, żadnych gier Steam, żadnego specjalistycznego oprogramowania. ChromeOS Flex to system dla tych którzy 90% czasu spędzają w przeglądarce. Windows News Nie ma też sklepu Google Play ani aplikacji Androidowych na większości komputerów.
Dla kogo ma sens? Dla kogoś kto ma stary laptop z 2013-2018 roku który nie przejdzie na Windows 11, używa go głównie do przeglądania internetu, oglądania filmów i maili — i nie chce się uczyć Linuksa. ChromeOS Flex jest w zasadzie systemem którego już używa, tylko bez Windowsa pod spodem.
Dla kogo nie ma sensu? Dla kogoś kto gra, pracuje na specjalistycznym oprogramowaniu albo potrzebuje pełnego pakietu Office lokalnie. Dla tych osób Linux Mint jest lepszą opcją bo daje więcej możliwości, nawet jeśli wymaga więcej oswojenia się.

